masz to, na co się odważysz

Blog o zmaganiach z codziennymi trudnościami i z własnym lenistwem, o urodzie, zmianie stylu życia, pracy nad sobą. Zapraszam:)

Wpisy z okresu: 12.2013

Moje kosmetyki

0

A więc obiecany post o kosmetykach.

Na dzień dzisiejszy używam :

do pielęgnacji twarzy:

  • do mycia – super łagodnego żelu Fitomed
  • do nawilżania (tylko rano) Elobazy
  • do walki z trądzikiem obecnie Epiduo (nie linkuję, bo i tak jest na receptę)
  • miejscowo, przy stosowaniu Epiduo, który koszmarnie wysusza skórę ratuję się tym cudeńkiem
  • do zmywania oczu (chociaż nie polecam, bo podrażnia) ogórkowego mleczka Ziai

do pielęgnacji ciała:

  • do mycia aktualnie Palmolive miód i mleko, butla w promocji za 10 pln (750 ml)
  • do nawilżania balsamu z masłem shea z Isany
  • do wąchania :) peelingu Naturia grejfpfut
  • czasem peelingu do stóp Ziai, który jest beznadziejny, ale muszę go wykończyć
  • antyperspirant: w kulce Ziaja

do pielęgnacji włosów:

Ho ho ho;)

  • do mycia : albo Seboradinu Niger albo żelu, którym myję twarz (ma genialny skład)
  • do odżywiania : balsamu Seboradin Niger, maski Pilomax Henna Wax
  • do nawilżania skóry głowy : wspomnianej maści z wit. A (wsmarowuję na pół godziny przed myciem w skórę)
  • do zabezpieczania : przed basenem olejku, a na codzień balsamu
  • na końcówki : ww. balsam lub Elobaza (ew. krem do rąk, masło z Isany, co tam się nawinie;) )
  • do wcierania : do niedawna lotion Seboradin Niger, teraz w planach kozieradka
  • ponadto płukanki ziołowe, ale chyba nie są dobrym pomysłem, bo wysuszają mi skórę głowy…

kolorówka:

  • tusz Wibo
  • baza pod cienie z braku cieni używana jako korektor pod oczy
  • sypki puder Synergen

Kolorówki mało, bo nie chcę pogorszyć stanu skóry. Nie jest on zły, ale podkłady i inne tego typu mazidełka strasznie mi szkodzą. Obecnie czekam na próbki dwóch kremów BB Skin 79, więc może to będzie jakieś odkrycie:)

Z moich kosmetyków to tyle, nie będę pisać o lakierach do pazurów czy zmywaczu, bo używam zwyczajnie najtańszych, zresztą jak widzicie cała moja lista kosmetyków nie jest jakoś szczególnie z górnej półki, co wcale nie znaczy, że jest zła, bo u mnie sprawdza się znakomicie. Dbam szczególnie o włosy, to chyba na nie najwięcej wydaję. Reszta to tanie, solidne kosmetyki, których znalezienie też zajęło mi sporo czasu. Niestety moja skóra bardzo często reaguje alergicznie, jest przesuszona i ma humory, dlatego testowałam wiele kosmetyków, miałam też okres, gdy kupowałam wszystko, co polecały panie kosmetyczki i inne osoby tego typu, więc wszelkie Biodermy, LRP itd też już za mną. To nawet nie chodzi o to, że to były złe kosmetyki. One czasem w ogóle nie dawały efektu. Patrząc z perspektywy czasu, ogromna strata pieniędzy w moim przypadku. Zdecydowanie lepiej zjeść coś zdrowego. I nie macać się w kółko po twarzy;) Efekty są, uwierzcie:)

To już ostatni post przed Świętami, więc życzę Wam, aby ten czas był wyjątkowy:)

Pozdrawiam:)

A już po świętach : modowe i kosmetyczne must have na przyszły rok no i oczywiście…noworoczne postanowienia:):)

A jednak najpierw się ubiorę;)

1

 

Zamiast posta o kosmetykach (będzie, będzie) krótka esencjo-recenzja książki, na którą troszkę już polowałam, a mianowicie Paryskiego szyku francuskiej autorki Ines de la Fressange. Ponieważ zaraz muszę iść do biblioteki i zamierzam ją oddać, to chciałam zrobić wpis, do którego sama będę mogła wracać, a który właśnie na tej książce bazuje. Czyli tzw. modowe niezbędniki. Stuningowane troszkę przeze mnie głównie ze względów finansowych;)

A zatem do rzeczy, które każda szanująca się kobieta stajlowa mieć w swej szafie winna należą :

  1. Blezer. Czyli po prostu marynarka. Ja swoją idealną upolowałam nigdzie indziej, jak w sh. Najlepiej w czarnym, grafitowym, granatowym kolorze. Moja jest czarna, dłuższa i świetnie leży. Dobry krój wydaje mi się tu podstawą, w przypadku nabytków z sh właśnie trzeba bardzo uważać, żeby nie paradować z ogromnymi poduchami na ramionach, które były kiedyś bardzo modne;) Pasuje raczej do spodni.
  2. Prochowiec. Płaszczyk. Świetnie wygląda, gdy nosimy z podwiniętymi rękawami. Luzu przydaje też pasek związany z tyłu, a nie grzecznie zapięty. Mam od paru lat czarny z Cubusa, trochę już gdzieniegdzie sprał się kolor, ale na razie widzę to tylko ja. Niemniej jednak zaczynam się powoli rozglądać za nowym.
  3. Granatowy sweterek. Którego nie mam;) Nie miałabym do czego go nosić w tej chwili i nie znalazłam odpowiedniego kroju, bo w typowym krótkim nie wyglądam zbyt dobrze (brzuch…), ale też nie mam ochoty nosić go, jak zaleca autorka, do czarnych spodni. Wolałabym już do szarych, których…też nie mam:P
  4. Top. No właśnie, niby każda z nas go ma. Ale jakże go nie doceniamy:) Jest najlepszym „spodem” zarówno pod blezer, jak i skórzaną ramoneskę. Pod wszystko. A i sam jest świetny, wolę go o wiele bardziej niż te wszystkie wymyślne bluzeczki. Raczej stawiam na prostotę i wygodę. Zatem topów H&M mam masę i używam, ach używam:) Attenzione na kolory nude jednakże. Wyglądają, jakby ich nie było! Raczej wybierajmy kolory podstawowe : czerń, granat, biel, szarości, khaki.
  5. Mała czarna. No klasyka, po prostu klasyka. I wiecie co? ja właśnie dziś idę swoją kupić:) Dla mnie opcja idealna, bo i na święta i na egzamin i na randkę. Wszędzie wymiata.
  6. Dobrze skrojone dżinsy. Nie, nie Lewisy, Wranglery itp. Ja moje idealne mam od…chińczyka:) Chodzi o to, żeby dobrze na nas leżały. Nie odstawały nigdzie i nie były za długie czy za krótkie.
  7. Skórzana kurtka. O tak. Ramoneska to moje marzenie. Spełnię je mam nadzieję!

Podstawy, prawda? No właśnie, jednak ona je tak fajnie ujęła :) Książkę polecam, ale raczej nie do kupna, jest dość droga (bodaj 50 pln), a dużą jej część zajmują treści, które nie mają przeniesienia na polski rynek. Niestety nie mogę już napisać więcej, bo muszę lecieć, ale polecam też rozdziały o butach i torebkach oraz o biżuterii.

Generalnie trafia w moje pojęcie stylu w 90% i na pewno skorzystam z jej rad, co oczywiście nie znaczy, że uważam, że można nosić tylko takie kolory, fasony jak napisałam powyżej. Oznacza to tylko tyle, że ja sama w innych nie czułabym się komfortowo. A wszystko to, w czym WY czujecie się fajnie jest dla Was najlepsze:)

Pozdrawiam i pojawię się z obiecanym wpisem o kosmetykach jeszcze przed Świętami. I może ze zdjęciem małej czarnej (jeśli ją znajdę…;) )

Pozdrawiam:)

przy okazji chcę Wam też polecić fajną stronkę, którą znalazłam niedawno, świetna biżuteria personalizowana:
http://she-bijou.pl/

 

O wspomagaczach słów kilka…

0

…czyli o przeróżnych suplementach, z którymi miałam wiele do czynienia ( z racji tego, że jestem krwiodawczynią i z racji tego, że ciągle borykam się z wypadaniem włosów).

Było tego dużo, żelazo łykam kilka razy do roku, ze względu na skłonności do anemii. Ponadto, bardziej chyba szkodząc niż pomagając, szukam ideału dla włosów. Ostatnimi czasy jednak coraz więcej czytam na ten temat i mocno ograniczyłam łykanie tabletek. I tak w tym momencie towarzyszy mi olej z wiesiołka w kapsułkach (został mi jeszcze jeden listek) i bajecznie drogie Novophane, zalecone przez dermatologa na włosy. Nie potrafię określić działania oleju z wiesiołka (biorę około miesiąca) i narazie nie planuję dokupować. Co do Novophane, skład jest świetny, bo nie jest to żaden śmieszny ekstrakt ze skrzypu i pokrzywy tylko cynk, żelazo, magnez, witaminy ( w tym bardzo potrzebna włosom H) i co najlepsze : cystynę i metioninę – aminokwasy, które „budują” włosy. Na początku trzeciego miesiąca kuracji widzę lekką poprawę, włosy dużo urosły, ale wypadanie nadal jest silniejsze niż bym sobie życzyła;) Natomiast jeśli finanse mi pozwolą i dermatolog nie zaleci inaczej, to wrócę do tego suplementu, bo mam przeczucie, że kilka kuracji zmieniłoby znacznie stan moich włosów. Niestety cena jest duża, opakowanie na miesiąc to koszt ok. 45 PLN, ja mam je za 30 dzięki życzliwości i przedsiębiorczości kapitalnych pań z naszego osiedlowego DOZu, ale i tak 3-miesięczna kuracja (krótsza nie ma sensu) szarpie boleśnie studencką kieszeń:)

O włosach dwa słowa, półdługie, blond, kręcone, rzadkie, cienkie, słabe. Kiedyś, do 6 klasy podstawówki : długie, lśniące, falowane…O młodości, o głupoto! Żałuję ścięcia, walczę o długość, ale jest ciężko, bo wypadanie je osłabia. I skóra głowy często się przesusza.

Teraz uciekam spać. Bo niestety, ale żadne, nawet najdroższe (czyli te, na które nigdy mnie nie będzie stać hue hue) suplementy nie pomogą, jeżeli zaniedbujemy sen. A mi go zostało już tylko niecałe 7 godzin (a więc o godzinę za mało!).

A w następnej kolejności opiszę kosmetyki, które stosuję do codziennej pielęgnacji oraz (ubogą) kolorówkę.

Jak by to ugryźć ?

1

Witam w pierwszym wpisie. Czysto testowym. O celu bloga. Blog pozwoli mi zebrać myśli dotyczące szeroko pojętej pracy nad sobą. W codziennej bieganinie szybko umyka nam istota takich rzeczy jak zdrowe odżywianie, dbanie o siebie, wysiłek fizyczny. Różnie to sobie tłumaczymy, dla mnie przez lata było to tłumaczenie finansowe, tzn. nigdy nie miałam wystarczająco dużo pieniędzy, aby żyć tak jak chcę. Dziś wiem już, że to zupełnie nie w tym rzecz, natomiast w nawale obowiązków, nieprzewidzianych komplikacji i własnego lenistwa dużo rzeczy zaczynam i nie kończę, albo nawet nie zaczynam, co jakiś czas o nich rozmyślając z nutką nostalgii, że gdybym się na nie zdecydowała i była systematyczna to prawdopodobnie ważyłabym 15 kg mniej, nie miała kłopotów z kręgosłupem, umiałabym o wiele więcej itp. Blog pozwoli mi też dać sobie trochę więcej uwagi niż do tej pory, zainwestować w siebie, finansowo i nie tylko. Notki będą typowo informacyjne, co robię i w jakim celu, przez jaki czas i jakie są tego efekty. Narazie zakładam głównie wpisy o stylu żywienia, o metodach dbania o włosy i o próbach aktywności fizycznej;) Zapraszam chętnych do lektury:)